Drony nie tylko do zabawy. Pomagają w biznesie

2016-09-20
Drony nie tylko do zabawy. Pomagają w biznesie

Drony to nie tylko zabawki dla dużych dzieci.

Coraz częściej wykorzystywane są w biznesie. Ale trzeba uważać. Nie każdy i nie wszędzie może nimi latać. Są wszędzie. Na weselach, komuniach, imprezach sportowych i koncertach. Dzięki nim widzimy, jak rozwijają się miasta, gdzie są największe korki i jakie spustoszenia spowodowała ulewa. Drony wtargnęły w nasze życie i przestrzeń powietrzną. Najtańsze można kupić za kilkaset złotych. Najdroższe za kilkadziesiąt tysięcy. Mówiąc "dron", zazwyczaj mamy na myśli multikoptery, czyli urządzenia wyposażone w kilka śmigieł, które potrafią zawisnąć w powietrzu. Są też drony przypominające samoloty, ale ich popularność jest znacznie mniejsza. To żaden problem kupić drona. Ale czy można nim latać bez żadnych ograniczeń? Wielu osobom wydaje się, że jeśli nie wzbijają się zbyt wysoko, to właściwie mogą latać wszędzie. Nic bardziej mylnego. - W lotach dronów obowiązuje nas prawo lotnicze. Przepisy od kilku lat są już dopracowane, jeśli chodzi o używanie takiego sprzętu. Jesteśmy w wyjątkowym momencie. 23 sierpnia zostało opublikowane nowe rozporządzenie - mówi Justyna Siekierczak, dyrektor zarządzająca www.aeroMind.pl.

Kiedy można latać?

Chcąc używać drona zgodnie z przepisami, powinniśmy przede wszystkim rozróżnić, w jakim celu latamy. Osoby, które robią to dla rekreacji i własnych potrzeb, mogą latać bez zezwoleń. Jeśli jednak zamierzamy na tym zarabiać, musimy zdać egzamin i uzyskać świadectwo kwalifikacji. Najczęstszym błędem amatorów jest nieznajomość przestrzeni powietrznej. Ludzie na co dzień nie zastanawiają się na tym, co dzieje się nad ich głowami. Tymczasem zasady poruszania się w powietrzu są określone tak samo jak zasady ruchu drogowego. Nie jest to wiedza tajemna. Informacje na ten temat można znaleźć w internecie, ale odczytanie ich i zrozumienie nie każdemu przyjdzie łatwo. Dlatego jeśli chcemy bawić się dronami nawet wyłącznie dla własnych potrzeb, warto rozważyć udział w szkoleniu. Kosztuje ono około tysiąca złotych netto, w zależności od szkoły. - Błędem jest myślenie, że możemy latać nisko przy ziemi, bo nikomu to nie szkodzi i nic się nie stanie. Przestrzeń powietrzna obowiązuje od poziomu ziemi. Jeśli jesteśmy bliżej niż 6 km od lotniska i mamy drona cięższego niż 0,6 kg, to według najnowszego rozporządzenia nie możemy się nawet oderwać od ziemi bez odpowiedniej zgody. Wiele osób sądzi, że jeżeli ma prywatną działkę, to może latać. To nieprawda. W pobliżu lotniska można latać tylko za pozwoleniem - tłumaczy Justyna Siekierczak. Lotniska to niejedyne miejsca, gdzie nie wolno dronem oderwać się od ziemi. Podobne zakazy znajdują się w pobliżu strategicznie ważnych budynków, np. elektrowni. Nie wolno też latać w parkach narodowych. Zdarzało się, że amatorzy dronowego lotnictwa swoim sprzętem próbowali zaglądać ptakom do gniazd. Wszystkie takie miejsca oznaczone są na mapach przestrzeni powietrznej. Wyglądają one trochę jak Google Maps. Dodatkowym ograniczeniem dla osób bez uprawnień jest zakaz zbliżania się na odległość 100 metrów do zabudowań i skupisk ludzkich oraz 30 metrów do pojedynczych ludzi. Amatorzy na miejsca treningu powinni wybierać pola, łąki i inne otwarte duże przestrzenie. Niedopuszczalne jest na przykład filmowanie zgromadzeń, np. koncertów. Zatem jeśli podczas ślubu wujek Janek lata swoim dronem nad parą młodą, a nie ma on uprawnień, robi to nielegalnie.

Z marketu i wyższej półki

Drona można kupić za 500 zł i za 30 tys. zł. Jaka jest między nimi różnica? Urządzenia te różnią się przede wszystkim zaawansowaniem technologicznym. Im lepiej wyposażone, większe i cięższe, tym droższe. Drony marketowe za kilkaset złotych zazwyczaj są lekkie. Trudno nimi latać na zewnątrz z powodu wiatru. Nie są wyposażone w GPS, a to znaczy, że trzeba cały czas utrzymywać ich położenie i je korygować. Są trudniejsze w pilotażu, ale świetnie nadają się do nauki latania i zabawy. Zazwyczaj ich kamery przymocowane są na stałe do obudowy. To powoduje, że drgania drona przenoszą się na kamerę. Następna grupa cenowa to urządzenia za około 5 tys. zł. One ważą już dwa, trzy, czasem cztery kilogramy. Posiadają od czterech do sześciu silników. Ich kamery wyposażone są w stabilizację. To znaczy, że jeśli z jakiegoś powodu dron poruszy się, kamera zostanie na tym samym poziomie. Zamontowane tam silniki korygują podmuchy wiatru, a drgania nie są przenoszone na obiektyw. Najważniejsze jednak jest to, że są one wyposażone w GPS. Jeśli puścimy drążek sterowania, dron zawiśnie nieruchomo. Dzięki temu sterowanie takim urządzeniem jest dużo łatwiejsze niż tym z marketu. Cena drona rośnie wraz z zaawansowaniem technologii w nim wykorzystanych. Są na przykład urządzenia, które skanują przestrzeń wokół siebie po to, by nie wlecieć w jakąś przeszkodę. Takie cudo kosztuje około 10 tys. zł, ale pozwala na robienie jeszcze lepszych ujęć. Można do obiektów podlecieć bardzo blisko, bo wiadomo, że czujniki nie pozwolą się z nim zderzyć. Kolejna kategoria dronów to te za dziesiątki tysięcy złotych. Mają na przykład ramiona o metrowej rozpiętości i profesjonalne kamery ze stabilizowanym wielokrotnym zoomem. Można je wyposażyć również w kamery termowizyjne. Z takich urządzeń korzystają na przykład służby ratownicze do poszukiwania zaginionych. Obserwuje się nimi też strategiczne tereny pod kątem pojawienia się tam osób niepożądanych. Świetnie sprawdzają się w poszukiwaniach prowadzonych w trudno dostępnych miejscach - na bagnach, rozległych polach, łąkach. Strażacy wykorzystują je do obserwacji ugaszonych pożarów. Tam, gdzie jeszcze nie wolno wejść człowiekowi, dron z kamerą termowizyjną może wykryć miejsca, w których ogień może się jeszcze tlić. Policja wykorzystuje je do obserwacji zamieszek, leśnicy do oceny szkód po huraganach i nawałnicach, rolnicy badają w ten sposób stan wegetacji upraw. Dronów można nawet używać do miejscowego oprysku roślin. Oprysk taki jest dużo bardziej efektywny niż pryskanie z samolotu, bo można to robić ze znacznie niższej wysokości. Dron zamiast listonosza Drony różnią się również czasem, jaki są w stanie spędzić w powietrzu. Te najtańsze - z marketu - potrafią latać zaledwie kilka minut. Te za kilka tysięcy złotych wzbiją się na około 20 minut. To wystarczy, by zrobić ciekawe ujęcia, a gdy potrzeba ich więcej, zawsze można wymienić baterię. Operatorzy dronów potrafią mieć ich naładowanych nawet kilkanaście. Około 40 minut zawisną w powietrzu maszyny z najwyższej półki pod tym względem. Ostatnio wiele mówi się o nowych zastosowaniach dla dronów. Firmy prowadzą nawet prace nad dostarczaniem w ten sposób paczek. - To odległa przyszłość. Jako rozwiązanie systemowe i powszechne ma to moim zdaniem głównie charakter marketingowy i promocyjny. W praktyce to jeszcze nie jest realne - mówi Justyna Siekierczak. Jednak już dzisiaj realne jest podnoszenie przedmiotów, przenoszenie ich i upuszczanie. Dlaczego zatem zamiast listonosza nie może odwiedzać nas dron? - Z powodu ogólnoświatowych przepisów. Przestrzeń powietrzna jest zagospodarowana przez załogowe statki latające, bezwzględnie trzeba dbać o ich bezpieczeństwo i zapewnić odpowiednią separację. Latające samodzielnie na masową skalę drony to odległa przyszłość, wymagająca zamian w regulacjach unijnych i światowych. Poza tym jest to obecnie nieopłacalne ekonomicznie. Czas lotu, koszt drona, koszt eksploatacji, ograniczenia warunków pogodowych, bezpieczeństwo towaru oraz kontrola procedury zrzutu czy lądowania - to jeszcze sporo wyzwań - uważa Justyna Siekierczak.

Żródło: Gazeta Wyborcza Autor: Michał Frąk Drony nie tylko do zabawy. Pomagają w biznesie

Pokaż więcej wpisów z Wrzesień 2016
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel